Jolanta Pośnik
Zawodowi „rafciarze” powiedzą, że to trudna technika pływania, sterowania, wiosłowania na rzekach całego świata. Przy rwącym nurcie górskiej rzeki i tylko zawodowcy mają tam szanse.Flisak powie, że rafting to jego praca, polegająca na spławianiu ludzi, którzy siedzą na ławkach tratwy, podziwiając widoki.
Jest też coś pomiędzy. Aktywność dostępna dla większości z nas. Sprawia dużą frajdę, a nie wymaga wysokich kwalifikacji ani wcześniejszego przygotowania - rafting rekreacyjny, turystyczny.
Taka forma na świecie znana i dostępna jest już od lat 80 XX wieku. W Polsce pierwsza firma oferująca takie usługi pojawiła się pod koniec lat 90 XX w.
Co w tym takiego świetnego? Przede wszystkim to, że prawie każdy może spróbować. Odrobina dobrych chęci i przeciętna sprawność fizyczna, wystarczą początkującym. Pod okiem doświadczonego instruktora spłyniemy górską rzeką ze sporą dawką emocji. Przy dobrym układzie (wykwalifikowany instruktor, sprawdzona firma, dobry sprzęt) będzie to niezapomniana przygoda.
Rafting to nie dryfowanie na pontonie z supermarketu i machanie plastikowymi wiosłami. Porządne firmy raftingowe korzystają z profesjonalnego sprzętu używanego do raftingu na całym świecie. Takie pontony to pneumatyczne jednostki odporne na liczne urazy i przetarcia, zrobione są z wielowarstwowego, prawie kosmicznej technologii materiału. Kilka komór wypornościowych dodatkowo zapewnia bezpieczeństwo, nawet w przypadku, gdy jedna ulegnie zniszczeniu. Dmuchana podłoga i odpływy powodują, ze woda nie zatrzymuje się na pokładzie. Na rzece górskiej woda przelewa się przez górną cześć burt i w zwykłym pontonie zostaje w środku. System odpływów i dmuchana podłoga umożliwiają jej natychmiastowy wypływ, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że płyniemy w dmuchanym basenie dla dzieci. Nieocenionym elementem są footstrapy - to mocne paski przymocowane do dna pontonu, w które wkładamy stopy, by siedząc na burcie i odchylając się do tyłu (z premedytacją lub bez) utrzymać się w pontonie.
Co jest potrzebne do raftingu? Na pewno wiosła - przecież nie chcemy dryfować, ale aktywnie pokonać rzekę. Wiosło do raftingu, to tak naprawdę pagaj, czyli wiosło z jednym piórem. Wiosła to połowa sukcesu - bez opanowania przez uczestników podstaw techniki wiosłowania, instruktor sterujący pontonem może zapomnieć o efektywnym sterowaniu, nie mówiąc o bardziej złożonym manewrowaniu. Dobry instruktor nauczy grupę wiosłować bardzo szybko, a zanim dopłyną do mety, będą to robić prawie profesjonalnie.
Na dobrze zorganizowanym spływie z doświadczonym instruktorem, poznamy fachowe elementy techniczne, takie jak wejście do cofki czy wyjście na nurt. Może nawet uda nam się spróbować sterowania.
Wyobraźcie sobie teraz taka sytuację: siedzicie sobie na burcie, wiosłujecie jak instruktor nakazał, aż tu nagle, po krótkiej fazie lotu robi się Wam strasznie mokro i zimno, a znane nam twarze kolegów oddalają się dość szybko… To jednoznaczne oznaki, że mimo zalecanego użycia footstrapów, coś poszło nie po naszej myśli i jesteśmy na zewnątrz pontonu. Bez paniki! Macie przecież kask i kamizelkę.
Co dalej? O ile teraz, kiedy czytacie ten artykuł, fakt posiadania sprzętu asekuracyjnego może Was uspokoić, to w zimnej, rwącej, górskiej rzece może mieć mniejsze znaczenie, bo logika zawodzi nawet największych twardnieli. Wtedy pojawia się instruktor. Ma kilka sposobów, by odzyskać cennych (o ile wcześniej współpracowali) członków załogi.
W przypadku dużych stabilnych jednostek (jakimi są pontony) o wypadniecie jednak stosunkowo trudno. Raczej trzeba się postarać… albo zdenerwować kogoś z załogi, do tego stopnia, że zechce się nas pozbyć. Poza tymi skrajnymi przypadkami (i ewentualnym bardzo wysokim poziomem wody, która w dużym stopniu decyduje o naszym losie) możemy być spokojni, że przygoda skończy się, tam, gdzie zaczęła - w pontonie, bez konieczności niezaplanowanych wypadów.
Twardzielom proponuję coś innego - canoe rafting. Co prawda przedrostek canoe nie oznacza „twardziel”, ale można go tak interpretować… Canoe rafting to prawie to co rafting, przy czym „prawie” robi wielką różnicę. Podobieństwa są takie, że canoe (kanadyjka) w tym przypadku to też jednostki pneumatyczne, wiosłujemy pagajem, mamy też na sobie sprzęt asekuracyjny, ale… w jednostce nie płynie instruktor, a że technika sterowania jest trochę bardziej skomplikowana niż w przypadku pontonu, to lepiej ją szybko opanować. Zwłaszcza, gdy nieopatrznie ustawimy się bokiem do wystarczająco wysokiej fali - kąpiel gwarantowana. Tym razem instruktor nie wciągnie Was na pokład - musicie zrobić to sami. Nie jest to trudne, pod warunkiem, że obie osoby nie będą na raz panikować. Na szczęście pneumatyczne kanadyjki są jak wielkie koła ratunkowe. Technikę wsiadania po wywrotce zademonstruje Wam wcześniej instruktor, a w trakcie spływu, płynie w jednoosobowym kajaku i służy dobrym słowem i pomocną dłonią.
Jeśli to wydaje się komuś zbyt łatwe... to proponujemy zainteresować się bliżej kajakarstwem górskim… ale o tym następnym razem.
Tekst Jolanta Pośnik (Retendo)
Zdjęcia - archiwum firmy Retendo
Jak już wcześniej informowaliśmy portal nasz przyjął patronat internetowy nad projektem Zimowa Korona Gór Polski 2009.
Zapraszamy do działu SPORT gdzie zamieściliśmy komplet materiałów na temat tego projektu.
więcejW dniach 19 - 23 listopada 2008 r. al. Politechniki 3a, Łódź. Światowe indywidualności alpinizmu, eksploracji, sportu, przygody i filmu.
19 listopada / środa
18.00
Otwarcie festiwalu
Powoli zapadam w sen, a właściwie w senny, wysokościowy letarg. Mózg wie, że musi odpocząć, ale chemia mu nie daje. (...) pod zamkniętymi powiekami obrazy ni to z przeszłości, ni to z przyszłości, ni to z Kafki, ni to z Witkacego.
Wyprawowe nostalgie Piotra Pustelnika przeczytasz tutaj
więcej