Agata Garlicka
Temat jest tak rozległy, że warto na początku założyć sobie jakieś ograniczenia. Zakładam więc, że ten artykuł czytać będą ludzie, którzy jeszcze nie zdecydowali się na posiadanie nart śladowych, ale też takiej możliwości nie wykluczają – więc będzie to raczej gawęda o zasadności wyboru tego sprzętu, o jego ogólnych zaletach i zastosowaniu. A ci, którzy ślady mają, wiedzą, dlaczego i po co je kupili oraz doceniają zalety ich użytkowania!
To oczywiste, że zimą śnieg potrafi być głęboki i w uciążliwy sposób skutecznie spowalnia każde przemieszczanie się. Poza tym dzień jest krótki, więc człowiek od wieków usiłował sobie z tym poradzić i wynalazł kilka sposobów na zwiększenie mobilności w takich warunkach. Ćwiczył psie zaprzęgi, wyplatał karple i konstruował rakiety śnieżne, a także wymyślił narty, które wciąż modyfikuje i różnicuje Jednocześnie biała pokrywa daje szansę do zupełnie nowych form aktywności - czyli takie przyjemne z pożytecznym. Czasem trudno się zdecydować na konkretny rodzaj zimowego sprzętu - a jeśli nie możemy mieć wszystkiego (a najczęściej nie możemy), to warto jest wnikliwe rozeznać, do czego tak naprawdę chcemy używać naszego zimowego wspomagania nóg. To ułatwi wybór sprzętu, który potem najskuteczniej wspomoże nas podczas zimowych wędrówek. Oprócz osobistych wycieczkowych preferencji warto czasem przed zakupem konkretnego sprzętu zwrócić uwagę na następujące rzeczy:
- jakim sprzętem dysponują ludzie, z którymi najchętniej i najczęściej spędzamy czas w górach oraz ewentualnie jakie są szanse namówienia znajomych na wyposażenie się akurat w to, co nam najbardziej odpowiada;
- jakie mamy możliwości składowania/transportu sprzętu;
- czy i jakie kwoty zamierzamy przeznaczać na potrzeby związane z użytkowaniem (tylko przy zjazdówkach jest to oczywiste pytanie o cenę wyciągów, natomiast np. przy tourach warto wziąć pod uwagę cenę fok i kleju);
- cenę sprzętu właściwego.
Kiedy i dlaczego „ślady” są lepsze?
Narty śladowe to sprzęt dający możliwość poruszania się w śniegu, a zarazem sposób na miłą wędrówkę przez góry zimą. W Polsce nadal daleko im do popularności biegówek (które często potrafią „znaleźć się” przy okazji porządków w piwnicy, jeśli nie własnej – to znajomych – i oprócz np. gorczańskich grzbietów chętnie wykorzystywane są również w miastach i w najbliższych okolicach miast – jako zimowa forma joggingu). Ze względu na niewielką ilość punktów sprzedaży tych nart oraz stosunkowo wysokie ceny, a także niewielki rynek wtórny, są rzadziej spotykane na beskidzkich szlakach, mimo że oczywiście znacznie lepiej się na nich sprawdzają. Krótkie porównania śladów z pozostałym sprzętem ratującym nas zimą przed tonięciem w śniegu zacznę więc od zestawienia z biegówkami. Najogólniej ujmując, ślady to biegówki przeznaczone do użytku poza przygotowanymi trasami. Taka jest teoria, jednak ludzi na zwykłych biegówkach spotykałam w większości górskich miejsc Polski. Zdarzało mi się podziwiać piękne zjazdy z całkiem stromych stoków oraz godne zazdrości telemarki i krystianie w wykonaniu szczęśliwych posiadaczy często archaicznych biegówek. Do tego dochodzi dostępność dolin i grzbietów, świetne zastosowanie na wszystkich terenach równinnych, a nawet w miastach – można więc uznać biegówki za najbardziej wszechstronny sprzęt, ale... nie o nich wszak miało być! Pomiędzy tym, co się zrobić da, a tym, co w danej sytuacji byłoby najskuteczniejsze, jest przepaść. Jednocześnie trudno nie wspomnieć, że obecnie, w miejsce dawnych baletek (jak osobiście nazywam lekkie, niespecjalnie usztywniające kostkę i łatwo przemakające buty do nart biegowych) dostępnych jest coraz więcej modeli sensownych butów i nie ma problemu z zakupem wąskich nart typu cross country (z łuską na ślizgach). W porównaniu z nartami biegowymi, śladówkom lepszą skuteczność poruszania się w terenie zapewnia:
- większa szerokość narty;
- zalecana, mniejsza długość narty, co ułatwia wszelkie manewry i zjazdy;
- mocniejsze wiązania, pozwalające na użycie stosunkowo solidnych i uniwersalnych butów, które nadają się również do wędrowania bez nart;
- spód narty jest częściowo pokryty charakterystyczną łuską zapewniającą przyczepność przy podchodzeniu; istnieje także możliwość użycia fok;
- w mocniejszej wersji narta posiada również stalowe krawędzie.
Jednocześnie, biorąc pod uwagę wędrówki dolinami i grzbietami Beskidów, sprzęt śladowy ma niezaprzeczalną zaletę w porównaniu z tourowym: a mianowicie znacznie lżejsze narty, wiązania i buty. Jeśli chcemy głównie spacerować po górach bez zapadania się w śniegu, to ten sprzęt będzie znacznie wygodniejszy i w zupełności wystarczający. Natomiast oczywistą wadą śladów jest to, że nie nadają się na zbyt strome trasy, właśnie ze względu na lekką konstrukcję wiązań nie zespalających piętki buta z nartą oraz ogólną delikatność całego sprzętu. Niegdyś same narty śladowe były bardzo podobne do telemarkowych, jednak taliowanie zdecydowanie zrewolucjonizowało te ostatnie (nawet do modeli o bardzo szerokich czubach, predysponowanych do zjazdów w terenie naprawdę bogatym w śnieżny puch!). Narty przeznaczone do telemarku - najstarszego stylu narciarskiego rodem z Norwegii, mają obecnie buty bardziej kosmiczne niż te do zjazdów (i równie ciężkie!), zdecydowanie cięższe niż do śladów, wiązania często droższe niż te do tourów. Jednocześnie jest to sprzęt bardzo wymagający jeśli chodzi o warunki terenowo-pogodowe i znacznie rzadziej dostępny w Polsce niż sprzęt śladowy. Natomiast w terenie bez dużych stromizn poruszanie się na nartach śladowych jest znacznie wygodniejsze i przyjemniejsze w porównaniu z rakietami śnieżnymi, nie mówiąc już o przyjemności płynącej ze zjazdów. Z drugiej strony rakiety mają wszechstronniejsze zastosowanie, zwłaszcza w zróżnicowanym pod względem przewyższeń terenie, zapewniają większy komfort w przypadku ciężkiego plecaka, a także są wygodniejsze w transporcie.
Sprzęt i ubiór
Narty śladowe dobiera się bardziej ze względu na wagę niż na wzrost. Obecnie można zauważyć zachodnioeuropejską tendencję do skracania nart (aby było wygodniej – zwłaszcza przy zjazdach; często największą długością dostępną w sprzedaży jest 190 cm). Natomiast norwescy producenci są tradycyjni: im dłuższe narty, tym lepsze (aby szybciej i łatwiej przejść przez rozległe przestrzenie; w sprzedaży występują długości do 210 cm). Często producenci proponują do wyboru trzy szerokości z zakresu 5–7 cm.
Wiązania – dzielą się na dwa typy: NNN back country (BC) oraz SNS X (czyli cross) adventure. Zarówno system NNN jak i SNS posiadają także węższe, lżejsze wersje wiązań – do których odpowiednio należy dobrać buty. Konieczne jest więc staranne dopasowanie wiązań i butów, by prezentowały ten sam system mocowania. Dostępne są modele wiązań manualne (bardziej niezawodne i odporne na warunki pogodowe) lub automatyczne (wygodniejsze w użytkowaniu) oraz sztywniejsze (bardziej dla zjazdów) lub bardziej miękkie (wygodniejsze do chodzenia).
Buty są wykonywane z coraz bardziej kosmicznych materiałów. Odchodzi się od użycia skóry, tak nadal popularnej w zimowym obuwiu trekkingowym. Równocześnie buty są coraz lżejsze i bardziej wytrzymałe. Warto poświęcić ich wyborowi dużo czasu, by znaleźć udany kompromis między sztywnością i dobrą stabilizacją nogi a wygodą i nieskrępowanym krokiem.
Kije do nart śladowych są wyższe niż te używane do zjazdówek i niższe niż do biegówek. Najlepiej dobierać je indywidualnie metodą prób i błędów lub mieć na tyle duży składzik, by móc wybrać długość przydatną na konkretnej trasie (z uwzględnieniem ilości i nastromienia zjazdów oraz ilości grzbietowych wypłaszczeń). Czasami można używać kijów teleskopowych, przy czym warto brać pod uwagę, że ze względu na przeznaczenie do trekkingu mają one znacznie mniejszą wytrzymałość (a im większa ilość segmentów, tym mniejsza oczywiście wytrzymałość). Mocne sztywne kije nie tylko dobrze służą do odbicia i podparcia, ale umiejętnie użyte w razie potrzeby mogą także spełnić rolę hamulca, gdy zastosowane techniki zjazdu okażą się nieadekwatne do nastromienia terenu.
Dodatkowo warto zaopatrzyć się w foki. Produkuje się nawet foki tak wąskie, że można je zakładać do biegówek, ale nie zawsze łatwo je kupić. W zależności od rodzaju śniegu przydatne są smary, byle stosować zgodnie ze sztuką i z umiarem. Wprawdzie w pełnym niespodzianek terenie tak niestabilnie mocowane narty za szybkie być nie powinny (bo to potem boli!), ale ze względu na wywoływane wzrostem temperatury powietrza zmiany przyczepności śniegu koniecznie zawsze trzeba mieć na podorędziu jakąś prostą parafinę: „batonik” o uniwersalnym zastosowaniu czy nawet świeczkę. Nie ma nic gorszego niż lepiący się do ślizgów śnieg czy zbrylająca się w lód woda z przekraczanych wytopisk.Z ubiorem i wyposażeniem plecaka będzie tak jak to w górach - i jak to w zimie: raczej nie unikniemy „ciężkozbrojności”: należy uwzględnić strój na każdą okazję pogodową (nieodzowne są stuptuty, czasem bardzo się przydają także spodnie zewnętrzne), termos, apteczka, wystarczająca ilość jedzenia dostosowanego do warunków zimowych – i ulubione słodkie co nieco w łatwo dostępnych kieszeniach.
Warto pamiętać o czołówce i o folii NRC. W zależności od naszego szczęścia do pogody przydadzą się okulary przeciwsłoneczne (zwłaszcza męczący potrafi być śnieg na otwartych nasłonecznionych przestrzeniach hal) lub gogle (konieczne do zjazdu w zadymce).Logistyka wycieczek
Oczywiście najlepiej mieć swoje typy, czyli trasy poznane w warunkach bezśnieżnych, a odpowiednie ze względu na ukształtowanie terenu: jak najwięcej polan, hal, otwartych przestrzeni, szerokich dolin, jak najmniej stromych zjazdów – zwłaszcza z „ciasnym” lasem (czyli drzewami rosnącymi zbyt gęsto i w niewłaściwych miejscach). Warto pamiętać, że zimą alternatywą dla wąskiej leśnej drogi, tym bardziej w formie krętego wąwoziku, jest najczęściej znacznie lepiej nadający się do wszelkich manewrów las z poszyciem zasypanym śniegiem.Tempo poruszania się zależy od ukształtowania terenu i panujących warunków – z moich doświadczeń wynika, że w warunkach beskidzkich oscyluje wokół moich letnich czasów przejścia danej trasy. Znacznie spowalniają nas podejścia: albo narty zsuwają się lub pływają w nadmiarze śniegu), albo w zbyt stromych miejscach musimy podchodzić na butach, więc tym bardziej się zapadamy. W nadmiarze puchu i przy znacznym nastromieniu tego rodzaju wiązania i tej szerokości narty nie dają stabilnego kroku, nawet przy użyciu fok, tym bardziej, że biorąc pod uwagę przemienność beskidzkiego ukształtowania, zabawa w ciągłe ich zakładanie i zdejmowanie niweluje ewentualne korzyści. Dodatkowo warto pamiętać, że po świeżym opadzie śniegu góry mogą być zasypane na równo, ścieżki i drogi całkowicie niewidoczne, a czasem nawet znaki szlaku trudne do zauważenia na pokrytych szadzią pniach drzew – i samo znalezienie właściwego toru eskapady może wymagać sporo czasu i uwagi. Jest to jednak ogólne niebezpieczeństwo zimowego wędrowania.Przy technice poruszania się oczywiście na pierwszym miejscu należy uwzględnić fakt, że wiązanie trzyma but jedynie z przodu, nie ma wiązań umożliwiających mocowanie piętki – zresztą w telemarkach wiązanie także jedynie stabilizuje but w osi narty (przy użyciu sprężynowej obejmy wokół buta lub szyny pod butem – w zależności od typu wiązania), ale pięta nadal jest ruchoma względem narty. O ewentualnej własnej przeszłości ze zjazdówkami i doświadczeniach wypływających z tego faktu należy jak najszybciej zapomnieć. Jeździć można się uczyć intuicyjnie – i tak, bez względu na stopień wtajemniczenia, wszelkie błędy i momenty zawahania są odczuwalne natychmiast (zwłaszcza niektórymi częściami ciała!). Zjazdy więc też nie zawsze są tak szybkie jak mogłoby nam się wydawać – skutecznie może nas spowolnić slalom miedzy drzewami lub wymagająca ostrożności lodoszreń. Trasę wycieczki należy więc zaplanować ze znaczną rozwagą (uwzględniając warunki terenowe i znajomość przebiegu trasy, kondycję uczestników, ilość godzin do zmroku), przeznaczając dodatkowo zapas czasu na wypadek zastania na trasie gorszego rodzaju śniegu (np. mokry i ciężki lub zalodzenia), powodującego wydłużenie czasu przejścia.
Biwak na „śladach”
Planując natomiast wędrówkę wielodniową, należy przede wszystkim logicznie zaplanować trasę, aby zdążyć założyć biwak przed zmrokiem i nie zamęczyć się ciężarem plecaka (zasobniejszego niż w przypadku jednodniowych tras). Biwak zimowy w trakcie wędrówki na nartach śladowych rządzi się tymi samymi prawami, co zimowy biwak z innym sprzętem, ale oprócz tradycyjnej troski o buty (komfort mniejszy niż przy turach, gdzie konstrukcja skorupy pozwala na wciągnięcie do śpiwora samego botka), trzeba też zadbać o narty (oczyścić ślizgi i wiązania – pamiętając, że nocą temperatura zazwyczaj spada, co może spotęgować zalodzenia). Narty i kije znakomicie nadają się do stabilizacji namiotu (zamiast bezużytecznych w śniegu szpilek).Ze względu na fakt, że ewolucje na tych nartach z biwakowym plecakiem są dość męczące i wyciskają z nas siódme poty, warto się zastanowić, czy nie lepiej jednak skorzystać ze schroniska, aby kolejny dzień powitać wypoczętym, suchym i pełnym zapału do dalszego zakładania śladu.
Jak już wcześniej informowaliśmy portal nasz przyjął patronat internetowy nad projektem Zimowa Korona Gór Polski 2009.
Zapraszamy do działu SPORT gdzie zamieściliśmy komplet materiałów na temat tego projektu.
więcejW dniach 19 - 23 listopada 2008 r. al. Politechniki 3a, Łódź. Światowe indywidualności alpinizmu, eksploracji, sportu, przygody i filmu.
19 listopada / środa
18.00
Otwarcie festiwalu
Powoli zapadam w sen, a właściwie w senny, wysokościowy letarg. Mózg wie, że musi odpocząć, ale chemia mu nie daje. (...) pod zamkniętymi powiekami obrazy ni to z przeszłości, ni to z przyszłości, ni to z Kafki, ni to z Witkacego.
Wyprawowe nostalgie Piotra Pustelnika przeczytasz tutaj
więcej