Cóż, jako że siedzę na kolejnej wyprawie, warto znowu podgotować trochę atmosferę. Chciałem coś obyczajowego, ale wzięło mnie na sentymenty.
Krew wrze część II
Jeden z najbardziej znamiennych dni w moim życiorysie. Właściwie początek mojej przygody z górami wysokimi. I to nie byle jak. Zimowe K2, a ja siedzę z Denisem Urubko we właśnie założonym obozie IV na wysokości 7650. Tak wysoko zimą nie dotarł żaden człowiek, a ja nowicjusz tutaj jestem...
12 lutego 2003 r.
L - lider, czyli Krzysiek Wielicki
J - po prostu ja
g. 18.00 L: Piotrek, Denis, Piotrek, Denis, over..., camp four, camp four, over...
godz. 18.15 J: Cześć Krzysiu, pozdrawiam z czwóreczki. Dostało mi się radyjko. Wysokości jeszcze nie znam dokładnie, gps-a dopiero co odpaliłem. Jesteśmy 100 metrów powyżej tego, co byliśmy wczoraj. Nad nami widnieje kuluar, po prawej stronie, przy czym nie wydaje się, żeby było można iść lewą stroną. Prawa strona się zupełnie narzuca, widać jakieś wypłaszczenie, tak ponad 100 metrów nad nami. Oczywiście nie byliśmy w stanie dojść. Wyrąbaliśmy platformę, nasz namiot znajduje się jeszcze na jakimś namiocie, ogólnie widać, że jest tutaj jakieś obozowisko. Jest to takie stożkowate plateau, po lewej jest już początek seraka, odbiór.
L: Rozumiem, że nie rozbijaliście się tam, gdzie były ślady starych namiotów, przy których stałeś, tylko ciut wyżej, po prawej. Na miejscu naszych i rosyjskiego obozu z 1996 roku, odbiór.
J: Tak, rozbiliśmy się wyżej, 100 metrów liny nie starczyło, tam jeszcze trochę zostało. Jesteśmy dokładnie na takiej fajnej skałce. Odbiór.
L: No to dokładnie na naszym miejscu i rosyjskim. Bardzo dobrze. Jak będziesz miał pomiar, to prosilibyśmy, będziemy na nasłuchu, o wynik. Powiedz mi jak się czujecie w tej chwili, odbiór.
J: W tej chwili, jest to dobre pytanie, bo tutaj w górze może nie wiało, ale było kurewsko zimno. Jesteśmy praktycznie cali zamarznięci i aż się boję ściągać buty. W każdym bądź razie [trzaski] dały nam w kość [trzaski]
L: Piotrek, nie aż się boisz, tylko trzeba ściągnąć buty i wal, wiesz, masaż, masaż plus płyny i masuj te palce, bo chyba to jest najlepsze rozwiązanie. A co Denis taki smutny też? Odbiór.
J: Wiesz co, nie wiem, czy to wpływ wysokości, czy coś. On coś mówi, ja coś mówię, tu się kłócimy, tam coś nic nie mówimy. Jakoś, tak jakoś ogólnie nie mogliśmy się dogadać. Zaraz pewnie nam przejdzie, jak się ogrzejemy, bo już siedzimy w tym małym namiociku i trzęsiemy się z zimna. I to nie w przenośni tylko dosłownie, po prostu latamy cali i czekamy, aż ten palniczek ogrzeje tutaj trochę wewnątrz. Odbiór.
L: Piotrek, dobra, zajmijcie się sobą, my jesteśmy na nasłuchu. Jak już pierwszy przypływ ciepła będziecie mieli, to prosimy o telefon. Macie tu pozdrowienia od wszystkich. Przyszła tu grupa przyjaciół do nas, jesteśmy w komplecie. Więc nie dajcie się. I pamiętaj o swoich palcach Piotrek. Odbiór.
J: Ok, serdeczne pozdrowienia w takim razie dla wszystkich z czwóreczki.
godz.18.50
J: Odpaliłem gps-a. Jak na mój gust pokazuje trochę mało, bo 7630.
L: No tak mniej więcej by było. Może 7650. Taka jest rzeczywistość.
godz. 19.10
L: Obóz IV do bazy.
J: Witamy, witamy. Odbiór.
L: Piotrek, najpierw pytanie o palce od wszystkich, odbiór.
J: Słuchaj, jest tak... miałem... no, właściwie jest tak jak było... trochę bardziej zsiniały, znaczy ta sina granica się poszerzyła. Mowa tutaj o tych dużych palcach i tych obok. Czarne plamy nowe się nie pojawiły, pęcherzy też żadnych nie mam. Głównie chodzi o to, że są sine. Właśnie teraz siedzę i je rozcieram. No i tam na innych palcach takie sinawe, ale to szybko zniknie. Odbiór.
L: No fajnie, czyli nie tak źle. Ja się na tym nie znam, ale noże tu dwa doszły, nowe, ostre widzę. To myślę, że doktor zrobi użytek z tych noży. No, ale wiesz, da się żyć bez palców u nóg. To się nie przejmuj tym. Natomiast... tę sprawę możemy już zamknąć. Niemniej dam Ci jeszcze doktora, aby Cię pocieszyć.
J: Tylko jeszcze chciałbym dodać co do tych butów, są po prostu, tam zamknąć uszy, kto wrażliwszy, chujowe, za przeproszeniem. Po prostu tragedia. Kiedy zdjąłem butki, miałem przyklejone warstwą lodu do skarpetek wkładki. Botki całe sztywne od lodu, po prostu masakra.
W nocy budziłem się z zimna kilka razy. Przez sen przytulaliśmy się z Denisem plecami lub bokami do siebie. Żeby kumulować ciepło. Nie wiem jaka temperatura mogła być. Wiatr wywiewał z namiotu to ciepło, które gromadziły nasze wymęczone ciała. W bazie, 2,5 kilometra niżej odnotowano prawie -30. Na tej wysokości krew już jest bardzo gęsta, wolno krąży, ciało szybko się wychładza. Denis stwierdził z uśmiechem, że czuł, jak trząsłem się przez całą noc. Mimo niesamowitego zimna humory mieliśmy wyśmienite. Szronu w namiocie było mnóstwo i każdy, nawet lekki podmuch, zrzucał go nam na głowy. W namiocie było całkowicie biało. Udało nam się rozpalić palnik, zanim skończyły nam się zapałki. Najpierw długo się przy nim grzaliśmy, potem zagotowaliśmy pełną menażkę wody i zrobiliśmy herbatę. Zjedliśmy na śniadanie resztki tego, co przynieśliśmy, dwa niezbyt smaczne batony w czekoladzie, po jednym na głowę. Myśl o wyjściu na zewnątrz namiotu napawała nas głęboką niechęcią. Grzaliśmy się, suszyliśmy nad palnikiem, piliśmy herbatę jak najdłużej, byle jak najpóźniej wyjść na wiatr i mróz. Na zewnątrz potworny mróz i mgła. Szybko założyłem raki. I zacząłem schodzić. Jak najszybciej, żeby rozgrzać zmarznięte członki, żeby uspokoić rozdygotane ciało. Pogoda ewidentnie się psuła. Schodziłem na dół pełen entuzjazmu i optymizmu. Cały czas rozmyślałem o następnym, decydującym wyjściu, które może do mnie należeć... Czułem nareszcie, jak odmarzły mi nogi, czułem ciepło w butach. Nad dwójką spotkałem Darka i Maćka napierających do góry pomimo wiatru, mgły i drobnego śniegu. Usiadłem wyczerpany przy końcu ostatniej liny i siedziałem tępo wpatrzony w przestrzeń. Po chwili wygonił mnie jednak wiatr i mróz. Zarzuciłem plecak na plecy i wolnym krokiem ruszyłem w stronę bazy. Wszyscy serdecznie mnie powitali. W końcu mogłem coś zjeść, czegoś się napić. Opowiadałem sporo, energia mnie rozpierała. Aż do momentu konsultacji z lekarzem. Ściągnąłem buty i mnie zamurowało. Jeszcze dziś rano 4 palce u nóg były sine, reszta miała w miarę normalny kolor. Teraz dwa palce, po jednym u każdej nogi, te obok dużego były czarne prawie do nasady. Lewy nie wzbudził zbytniego zainteresowania Romana, który skupił się na prawym. Jeszcze przed oględzinami Roman stwierdził stanowczo, że było to moje ostatnie wyjście, że nawet nie mam co marzyć o pójściu chociażby do jedynki. Po dokładnym obejrzeniu prawej stopy dodał, że jeśli będę miał szczęście ocalę palec. Najprawdopodobniej stracę jednak, co najmniej jego kawałek. Strata ta zbytnio mnie nie zmartwiła. Bardziej przejąłem się myślą, że oto zakończyła się dla mnie wyprawa. Że nagle straciłem tak realną szansę na atak szczytowy, że nie wyjdę za kilka dni z Denisem, by podjąć próbę pokonania K2. Podczas zejścia palce odtajały, sine zrobiło się czarne. W obozach wiele pracowałem nad palcami, aby je rozgrzać, aby były ciepłe po całym dniu wspinaczki i marznięcia. Cóż, stało się... Cały wieczór rozpierała mnie energia. Widocznie organizm zachłysnął się nagłym nadmiarem tlenu. W środku jednak gryzł mnie ogromny żal i zawiedzenie. Wiele nie trzeba było mówić...
Piotr Morawski
(Alpinus Expedition Team)
Jak już wcześniej informowaliśmy portal nasz przyjął patronat internetowy nad projektem Zimowa Korona Gór Polski 2009.
Zapraszamy do działu SPORT gdzie zamieściliśmy komplet materiałów na temat tego projektu.
więcejW dniach 19 - 23 listopada 2008 r. al. Politechniki 3a, Łódź. Światowe indywidualności alpinizmu, eksploracji, sportu, przygody i filmu.
19 listopada / środa
18.00
Otwarcie festiwalu
Powoli zapadam w sen, a właściwie w senny, wysokościowy letarg. Mózg wie, że musi odpocząć, ale chemia mu nie daje. (...) pod zamkniętymi powiekami obrazy ni to z przeszłości, ni to z przyszłości, ni to z Kafki, ni to z Witkacego.
Wyprawowe nostalgie Piotra Pustelnika przeczytasz tutaj
więcej